benefit - powder time lover

...czyli krótka notka o tym, jak myślałam, że najszczęśliwszą na świecie posiadaczką
miniHOOLi jestem ! 

Od początku. Specjalistką od róży nigdy nie byłam. Zwłaszcza od tych Benefitowskich. Podobają mi się ich kolory, przyciągają opakowania... Bariera cenowa jest jednak z marmuru, tak więc żeby czoło nie bolało od uderzeń, staram się nie podchodzić, nie ryzykować, unikać. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, tak?!

3w1 czyli Powder Time Lover znalazłam przypadkowo na aukcji Allegro. Skoro jednego za całe 145 zł mieć nie mogę, na trzy w tej cenie nie będę żałować - pomyślałam. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Za stówkę zestaw kupiłam. 






Składa się on z trzech malutkich, bo tylko 3 gramowych róży i mini pędzelka z drewnianą rączką, który zaginął mi po pierwszym dniu użytkowania. Dziwne. 
Pierwszy z nich to CORALISTA. Zawsze uważałam, że jest to Mercedes wśród policzkoupiększaczy, więc myślę, że opisywać go szczegółowo nie trzeba. Jak dla mnie to kolor brzoskwini, który idealnie pasuje do każdej karnacji i do każdego makijażu. Jest satynowo-perłowy z lekką poświatą złotych drobinek. Cudo.
DANDELION to chłodny róż, jak dla mnie całkowicie matowy. Inni widzą w nim jakieś drobinki. Przyznam szczerze - nie używam.
Ostatni z nich to DALLAS. Na ten różo-brązer byłam napalona jak łysy na wagon grzebieni. Wszystko to z jednego powodu. Zanim przeczytałam etykietkę, byłam święcie przekonana, że ten kwadracik należy do mojego wymarzonego brązera HOOLA. Przez pierwszy tydzień, używałam codziennie. Świetnie spisywał się do nadawania koloru, konturowania. Po całym dniu, kiedy po podkładzie nie było śladu, on nadal z uporem trwał na policzkach. W dniu, w którym postanowiłam odwrócić opakowanie i prześledzić etykietkę, czar prysł. Jak bańka mydlana. Nie dość, że jego kolor przestał mi nagle idealnie odpowiadać, to tak jakby odmówił współpracy. Nie konturuje jak brązerowy czempion, robi plamy przy rozprowadzaniu.
Niemniej jednak, zważając na wcześniejszą, udaną kooperację, oceniam go na okrągłe 4 z plusem. 


Całej paletce śmiało przyznaję 4 na szynach




8 komentarzy:

  1. ciekawy blog, o podobnej tematyce do mojego, więc dodałam do obserwowanych :)

    też mi zawsze szkoda kasy na hoolę, a też za bardzo lubię testować by wydać 140zł i mieć do końca życia jeden bronzer:) czaję się obecnie na podróbę hooli - Honolulu od W7, zbiera super recenzje na wizażu i kosztuje ok. 20zł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. swietny jest;) mi sie podoba
    zapraszam na rozdania;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coralista prezentuje się przepięknie. Od dawna poluję na jakąś fajną brzoskwinkę i takową widziałam w zapowiedziach nowej edycji limitowanej Vintage District od Essence :). Co prawda ten róż ma jakiś złoty nadruk, ale mam nadzieję, efekt będzie piękny i rozświetlający :). O ile się na niego załapię, bo róże z serii limitowanych Essence rozchodzą się w ekspresowym tempie.
    Co do pędzelków - używam od roku i jestem zadowolona. Jedynie pędzel do pudru traci czasem pojedyncze włosy, albo zostawia na twarzy takie jakby wykruszone, krótkie włosiska, jednak nie jest tego aż tyle, żeby przeszkadzało. Pędzle są mięciutkie, dobrze nakładają cień. Generalnie współpracują ze mną na satysfakcjonującym mnie poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nawet nie wiedziałam o istnieniu takiego zestawu. Lubię takie miniaturki, bo kolorowe kosmetyki i tak na długo starczają.

    OdpowiedzUsuń
  5. ten na pierwszym palcu licząc od lewej mi się podoba:))

    OdpowiedzUsuń
  6. mega rewelacja! uwielbiam Benefit<3
    :)obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  7. znalazłam Cie dzieki Picoli i ciesze sie bo swietny blog;)

    OdpowiedzUsuń